Etiuda.

Wiesz …
trawa ma już długie włosy.
I zielona taka
jak wciśnięta z tubki.
Pierwsze motyle
rozwinęły na magnoliach skrzydła,
a słońce zapłonęło
na tym krzewie  obok schodów.
Czasem siadam na nich
by usłyszeć błękit,
i poczuć jak czas
przysiada obok,
łapie haust powietrza,
by zerwać się do lotu
kluczem dzikich gęsi.
Poczekaj ….
bo zgubię  tę  zieloność
i krzyk ponad głową.
Wieczność, którą odkrywam
dla nas.

3 Komentarze

  1. Ładne. Choć – nie wiem dlaczego – wydaje mi się smutne. Może ta puenta? Ładnie składasz słowa.
    Pozdrawiam.

  2. Witaj Ktomaszu. Patrzyłam szeroko ..i ten zachwyt miał smutek. Choć barwy powinny przeczyć jemu a on jednak był.
    Jeżeli go czujesz w tym….to znaczy że udało mi się go uchwycić.
    Ale to chyba ta wiosna tak maluje.

  3. Jeżeli pojawia sie smutek, jest on w nas. Wiosna, krzyczy radością życia.
    Tu gdzie jestem, to budzenie się do zycia, ma inny wymiar. Tutaj, to ożywanie, czepia się kazdego mozliwego skrawka. Wczepia się i walczy o swoje przetrwanie.
    Ale i tak cieszy. kazdy pączek na krzaku, każde źdźbło, zielony wszechobecny mech na skałach tego wulkanicznego kraju :))

    Surowość i jego piękno:)

    W wierszu, ślicznie uchwyciłaś swoja tęsknotę :)

    Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.