Biała morwa.

Notatka na marginesie

Przy drodze do pracy
przykucnęła morwa biała,
skrzydlaty sierpień
objął w posiadanie wyciągnięte ramiona.
Za chwilę posieje ciszę,
ale teraz jeszcze rozpisała nuty,
które na pięciolini  gałęzi
śpiewa końcówka lata.
Pod stopami rozgniecione owoce.
Słodkie. To wiedzą pszczoły i ja.

Spektakl.

Notatka na marginesie

Metaliczny dźwięk rozcina niebo,
kruszy sen uderzając w klawisze parapetu.
Otwieram okno by poczuć wiatr,
burząc osłonę bezpieczeństwa
staję się  kroplą.
Mogłabym  latać.
Tylko stopy boją się oderwać
od klonowych klepek.

W tobie śpiewam.

Z trzaskiem  gałązki pod stopami, z szelestem  zeszłorocznych liści dotykasz mnie. Jesteś szumem morza gdy wiatr rozgarnia przesłony zieleni i napływa błękit.
Odwracasz perspektywę gdy brodzę jagodowym lasem. Zaczepiam  o kolczaste jeżyny. Rozsiewam okraglutkie nasiona przytulicy, przenosząc  je na skraju sukienki. Małe koraliki zieleni na głębokim brązie.     Przez szorstkość kory czuję bicie serca.
Głaszczę wypukłość odciętego  ramienia. Przytulam policzek. Wsłuchując się w podskórne meandry rzeki śpiewam prastarą pieśń.
Powyżej nas narasta szum.
Pierwsze krople dotykają liści.
Jakbyś chciał ukryć moje łzy. Osłaniasz moje ramiona, zaledwie kropla, jak dotyk ust pieści  opaloną  skórę. Opowiadasz o dniach beze mnie i o mojej tęsknocie do ciebie.
Rosnę  pod pułap nieba.  Wspinam  się  z bluszczem. Faluję w paprociach. Maleńkie łebki podgrzybków  jak oczy niesfornych wiewiórek spoglądają spod sepi.  Powoli zamieniam  się w poduszki mchu.

Ciebie codziennej mi brak.

Zasypiać tak bardzo obok,
jakby powietrze nie miało
nas prawa  rozdzielić.
Cóż prawdziwsze
od świadomości ciebie wtedy,
poza ciepłem ud,
gdy sen powoli opuszcza  powieki.
Tak banalne pragnienie
jak zapach słońca na ramieniu,
koszuli twojej, mojej trzepoczącej,
kiedy rękaw o rękaw
próbują się pochwycić.
Jak dwa kubki odstawione
pośpiesznie na stole,
gdyż trzeba już  zbiegać schodami.
Tych zwyczajnych gestów spragniona, upijam drobnym łykami.
Na wargach osadza się ich smak.
Połóżmy  się na polu koniczyny,
niebo mamy  pod powiekami
przetarte dłonią, spójrz
palce przybrały barwę lnu.
Chodź …. pszczoły brzeczą  słodkim
zapachem lipowego  miodu.
Ciebie codziennej mi brak.

W deklinacji

Notatka na marginesie

: Nie porównuj ,nawet ta chwila odrębną jest od świtu. Nie porównuj do nikogo poza mną z dnia wczorajszego. Odmieniaj mnie za to w każdej tonacji barw i dźwięków zapisanych na skórze.
Moje dłonie ubrudzone farbami opowiadają o snach, które przeszły przez moje oczy.
Moje pocałunki są świadectwem zmartwychwstania kobiety
a cisza , cisza krzyczy  zasadzona niczym owoc dębu.
Obym nie zapomniała jaki kolor ma ciepło i tego pożądania, które każe mi być ciekawą ciebie.
A gdyby tak się zdarzyło to obudź mnie.
Powiedz, że jeszcze muszę odkryć nieznane łąki pełne zapachu macierzanki … rozchodnik  zakwitł,  trzeba posiać  dzwonki, wspiąć na najwyższe konary,zebrać opadłe żołędzie, zacerować  błękit.
Niech będę  w deklinacji przypadków i liczb.

Etiuda.

Notatka na marginesie

Wiesz …
trawa ma już długie włosy.
I zielona taka
jak wciśnięta z tubki.
Pierwsze motyle
rozwinęły na magnoliach skrzydła,
a słońce zapłonęło
na tym krzewie  obok schodów.
Czasem siadam na nich
by usłyszeć błękit,
i poczuć jak czas
przysiada obok,
łapie haust powietrza,
by zerwać się do lotu
kluczem dzikich gęsi.
Poczekaj ….
bo zgubię  tę  zieloność
i krzyk ponad głową.
Wieczność, którą odkrywam
dla nas.

Czas dnia dziś i jutro.

Czas. Z punktu matematyki to skalarna  wielkość fizyczna określająca kolejność zdarzeń oraz odstępy między nimi. Zachodzi w tym samym miejscu. To chwila…punkt na osi, odcinek. Trwanie. Biegnie w tym samym rytmie niezależnie od innych wielkości.  Niezależnie ode mnie, ciebie i naszych pragnień.  Więc jestem tym odcinkiem. Więc jesteś tym zdarzeniem we mnie. Nie zmienię go.  Tylko muszę wypełnić go sobą, tobą  … tym co trwa teraz . Nie zmieni prędkości z mojego powodu. Nawet twojego. Dlatego pozwól nam iść rytmem który daje. Inaczej zgubimy siebie. Kolejność zdarzeń musi zaistnieć.  Czy zdążymy ? Niecierpliwość ludzka  tak wielka w nas. Teraz. W tym miejscu ma być jutro. A ono …ono nie zdarzy  się dziś.  Więc jak mam ten czas przyszły dokonać dniem dzisiejszym byś uwierzyła w jego nadejście ?
Więc trwam w tym dniu. Zostań byś  mogła być jutrem. Jestem by być jutrem. Najlepszym jutrem dnia dzisiejszego. Najpiękniejszą  pieśnią  dnia wczorajszego.
Czas. Interwał między tobą zdarzoną  we mnie a mną w tobie będzie jednakowy. Tylko bądź.

Cisza . Czekając na odpowiedź.

Notatka na marginesie

Załóżmy,
że nie przyjdzie wiosna
i ptaki we mnie
nie uwiją  gniazd
i nie będzie słońce
przedzierać się przez palce.
Przypuśćmy,
że zima skuła lodem
moje wargi
a powieki  białe od szronu
więc kto
obejmie w posiadanie miłość
i dokąd  pójdziesz ?
Ty
bezdomny
gdy ja tym domem.