Etiuda.

Notatka na marginesie

Wiesz …
trawa ma już długie włosy.
I zielona taka
jak wciśnięta z tubki.
Pierwsze motyle
rozwinęły na magnoliach skrzydła,
a słońce zapłonęło
na tym krzewie  obok schodów.
Czasem siadam na nich
by usłyszeć błękit,
i poczuć jak czas
przysiada obok,
łapie haust powietrza,
by zerwać się do lotu
kluczem dzikich gęsi.
Poczekaj ….
bo zgubię  tę  zieloność
i krzyk ponad głową.
Wieczność, którą odkrywam
dla nas.

Czas dnia dziś i jutro.

Czas. Z punktu matematyki to skalarna  wielkość fizyczna określająca kolejność zdarzeń oraz odstępy między nimi. Zachodzi w tym samym miejscu. To chwila…punkt na osi, odcinek. Trwanie. Biegnie w tym samym rytmie niezależnie od innych wielkości.  Niezależnie ode mnie, ciebie i naszych pragnień.  Więc jestem tym odcinkiem. Więc jesteś tym zdarzeniem we mnie. Nie zmienię go.  Tylko muszę wypełnić go sobą, tobą  … tym co trwa teraz . Nie zmieni prędkości z mojego powodu. Nawet twojego. Dlatego pozwól nam iść rytmem który daje. Inaczej zgubimy siebie. Kolejność zdarzeń musi zaistnieć.  Czy zdążymy ? Niecierpliwość ludzka  tak wielka w nas. Teraz. W tym miejscu ma być jutro. A ono …ono nie zdarzy  się dziś.  Więc jak mam ten czas przyszły dokonać dniem dzisiejszym byś uwierzyła w jego nadejście ?
Więc trwam w tym dniu. Zostań byś  mogła być jutrem. Jestem by być jutrem. Najlepszym jutrem dnia dzisiejszego. Najpiękniejszą  pieśnią  dnia wczorajszego.
Czas. Interwał między tobą zdarzoną  we mnie a mną w tobie będzie jednakowy. Tylko bądź.

Cisza . Czekając na odpowiedź.

Notatka na marginesie

Załóżmy,
że nie przyjdzie wiosna
i ptaki we mnie
nie uwiją  gniazd
i nie będzie słońce
przedzierać się przez palce.
Przypuśćmy,
że zima skuła lodem
moje wargi
a powieki  białe od szronu
więc kto
obejmie w posiadanie miłość
i dokąd  pójdziesz ?
Ty
bezdomny
gdy ja tym domem.

Zagubiony cień.

Notatka na marginesie

Oderwały się twoje stopy
od tej cienkiej lini chodnika,
mrok  zabrał
nierozłączność naszą.
Chłód  taki wypełzł
wspina się ku szyi,
biegnę ku latarni
by dotknąć rąbek światła.
Nie ma cię
nie ma
a skrzydła schowane na strychu.
Jak dotrzesz, jak ja odnajdę
gdy usta o powietrze
i palce zziębnięte pustką.

Rozmowa z aniołem.

Notatka na marginesie

Przysiadłeś na skraju łóżka
pomiędzy kotami,
jak sfinks.
Wchodzę głęboko
w twoje oczy
wszak tam
tożsamość
nasza.
Jakże płoniesz zmęczeniem
połóż się obok
obejmę
dodam sił.
Teraz ja
muszę
chronić ciebie

Już wiem
co chciałeś mi powiedzieć

Jak trudna jest miłość
ta bezwarunkowa

Przytul się
zaśnij.
będę czuwać
nad twoim snem.

Odłożyłeś skrzydła
by zasnąć człowiekiem
…. tylko sen masz nadal nie mój.

Serce, busola

Notatka na marginesie

Serce wie jak iść
z zamkniętymi oczami
poprzez sen
przez dzień
do ramion.
Moje dłonie twoje
wiedzą jak mówić
dotykiem
i usta jak
całować
bym
całowania spragniona
została na dłużej .
Pojąć  nie pojmiesz
choć rozum
uczy się  przeniknąć
ten rozkaz ślepy
zmienionego serca.
Może trzeba zawierzyć
i jego
iść śladem
…. zapewne….
przecież miłość
to życie
życiem spełnionych marzeń.

Nie zgadzam się.

Notatka na marginesie

Oczy zapadają się
….. już wiem,
że zaglądasz w siebie
przepastnie,
głębiej i głębiej
w czas dokonany.
Jaśnieją  tęczówki
od powietrza
i nadziei
co
spopielone słońcem.
Meandry na policzkach
opowiadają noce.
Te samotne obok.
Za każdym razem
gdy obejmuję twoje plecy
odczuwam kruchość skrzydeł.
Poczekaj na mnie,
nigdy nie przestanę
być tą śmieszną dziewczynką
z mysimi warkoczykami
i kokardą większą
ode mnie.
Tyle modlitw
o to
by odejść pierwsza
przed utratą twoich dłoni,
gdy biegłam nocą
do twojego łóżka
przytulić się do zapachu koszuli.
Jeszcze nie możesz
bo muszę namalować
tysięczny  obraz.
I poczuć
czy smakuje
wiosna.

Łąka. Pierwsze spotkanie.

Posiej dzwonki
szafirem
i łąkę
tą pierwszą,
świadomą
moich ramion.
Zasadź owoc żołędzia,
na najwyższych konarach
będę siedzieć
gdy zacznie różowieć
linia horyzontu.
Niech w nim
wróble zapach wiosny
odnajdą
ty
ciała parującego.
Niech Twoje dłonie
przeczesują  włosy traw
jakbyś gładziła skórę ud
Połóż głowę
macierzanka  pachnie
snem.
Posiej mnie
w każdej grudce ziemi
i odbiciu lustra.

Golsztrom.

Tymi wodami złota
opłyń mój zarys podbródka,
pozostaw na nim ślad
golsztromu.
Niech nie
słabnie we mnie
zapis chemiczny ciepła.
Na wardze zatrzymaj
odbitki lini papilarnych
by potem zdejmować
pocałunkami.
Nie wychodź
poza brzeg oczu,
na skraju rzęs
trzepoczą  skrzydła.
Z uwagą dotykaj
by nie zgubić
żadnego spojrzenia.
Przylgnij.
Namaluj mnie sobą.

Z pociągu.

Notatka na marginesie

A biel
za oknem wagonu
bielą już się nie stała
ugier w niej się rozlał
i jeszcze  gdy kula
zachodziła  za błękit lasu
bruzdy ziemi
świeciły poświatą
fiolet długimi palcami
dosiegał  szyn rdzawozłotych
stuk stuk ….stuk stuk
podkłady
rozmawiają ze sobą.
Kawa…herbata…
Wózek między przedziałami
stuk stuk ….stuk stuk
Kaaawa herbata…
Kaaawa herbata..
Zimne napoje
Szarobrunatne stadko saren
Zamykam oczy…
Biel  ma barwę
czerwonej ziemi
Czerń płaszcza
Stuk stuk
Wpełzł  fiolet
I przysiadł na półce
Obok  walizki zielonej.